czwartek, 4 marca 2010

Jak powstaje światło słoneczne?

Słońce, rozżarzony piec oddalony od naszej Ziemi o 150 milionów kilometrów, to właśnie w środku tego olbrzyma odbywa się największy (pokojowy) proces syntezy jądrowej jaki znamy. Temperatura jądra Słońca sięga ok. 15 milionów stopni przenikając na powierzchnie osiąga 5700 stopni i w postaci światła zostaje wypromieniowywana w kosmos. Słońce wysyłając energię cieplną równomiernie we wszystkich kierunkach przyczynia się do tego, iż zaledwie część promieni słonecznych dociera do nas umożliwiając prawidłowy przebieg procesów życiowych.
Niekiedy padają obawy ...co się stanie z nami kiedy ten olbrzymi piec wygaśnie.. otóż we wnętrzu Słońca jego paliwa - czyli wodoru jest jeszcze niezmiernie wiele, według naukowców starczy go jeszcze na 5 miliardów lat, mało prawdopodobne, aby na Ziemi żyli wtedy jeszcze ludzie. Podobno w tedy Słońce rozedmie się do takich rozmiarów, że jego temperatura tak wzrośnie, że zniszczy wszelakie życie na naszej planecie. Następnie potem się zapadnie przekształcając się w tzw. białego karła.

Atlantyda. Mit czy rzeczywistość?

Pierwsze wzmianki na temat tej legendarnej wyspy leżącej rzekomo na Oceanie Atlantyckim można było znaleźć w starożytności,a mianowicie w dialogach Platona. Pod wodami wspomnianego oceanu, a mianowicie w jego środkowej części znajduje się pas górski w kształcie litery "S" , którego wierzchołki po dziś dzień wznoszą się pod powierzchnią wody, tworząc między innymi Wyspy Azorskie.
Według amerykańskiego archeologa E.Thompsona przed wieloma tysiącami lat na Atlantyku istniało pasmo wysp, które tworzyły coś w rodzaju pomostu przez który jakiś lud dotarł do wybrzeży Ameryki Środkowej. Opierał on swoją hipotezę na założeniu, iż cywilizacja Atlantydy rozwinęła się na wyspach atlantyckich, której kres położyło podniesienie się poziomu mórz przez zakończenie się w tym okresie ostatniej epoki lodowcowej. Jednak nie doprowadziło to do jej całkowitego zaniku. Mieszkańcy tych wysp zaczęli wybywać na Wschód i Zachód. Jednak jego hipoteza wymaga dalszych badań archeologicznych, oceanograficznych i antropologicznych.

Radzieckie badania hydrologów udowadniają, że dzisiejsza fauna i flora wód arktycznych kształtowała się około 10 tys. lat temu. Data ta obejmuje koniec ostatniego zlodowacenia w Europie i Ameryce Północnej. Można więc spekulować, że jakiś ląd mógł zatonąć pod koniec właśnie tej epoki lodowcowej gdzieś na zachód od Cieśniny Gibraltarskiej. W trzeciorzędzie układ lądów i mórz przyczynił się do swobodnego dostępu ciepłemu, południowemu prądowi do terenów podbiegunowych. Prąd ten przyczynił się więc do powstania ciepłego klimatu na tych terenach. Natomiast pod koniec trzeciorzędu nastąpiło gwałtowne oziębienie się czego skutkiem mogło być wynurzenie się z Atlantyku początkowo kilku wysepek, a późniejszym następstwie całej wyspy lub nawet lądu, który zagrodził prądowi drogę do terenów arktycznych. Przypuszczalnie mówi się, że to była Atlantyda, która w następstwie czasu zaczęła się zanurzać, aż wreszcie cała została pochłonięta w czeluściach wody. W tedy Prąd Zatokowy znów bez przeszkód mógł ponownie kierować się na północ powodując powtórne ocieplenie klimatu. O.Muck, który postanowił wyjaśnić zagadkę Atlantydy przestudiował wszystkie dostępne źródła na jej temat i doszedł do wniosku, że naprawdę istniała i została zniszczona przez wstrząs skorupy ziemskiej czego konsekwencją było ogromne falowanie oceanu. Według niego ten największy w dziejach ludzkości potop był skutkiem uderzenia w Ziemię małej planetoidy. Do dziś widoczne są ślady w postaci kraterów meteorycznych w Karolinie w USA jak i rowy głębinowe w części południowo - zachodniej Atlantyku i wschodniej części Morza Karaibskiego. Uderzenie planetoidy było tak ogromne, że fala oceaniczna, która się wytworzyła na jego skutek obiegła całą ziemię niszcząc wszystko co znalazła na swojej drodze.

Według jego badań była to wyspa położona między 30, a 40 stopniem szerokości północnej i 25,a 35 stopniem długości zachodniej. Powierzchnia Atlantydy wynosiła 400 tys. kilometrów kwadratowych,a jej północną część stanowiły wysokie góry, których najwyższe szczyty nie zatopione przez wodę to dzisiejsze Wyspy Azorskie.

Co to jest supernowa?

Supernowa powstaje wtedy kiedy wodór zwany paliwem jądrowym zostaje zużyty, gwiazda w ten czas nagle zapada się i przemienia w gwiazdę neutronową. W procesie tym wyzwala się tyle energii, że zewnętrzna powłoka gwiazdy zostaje wyrzucona w otchłań Wszechświata z prędkością dochodzącą do 10 000 km/s. Podczas takiej eksplozji gwiazda przez pewien czas może świecić tak jasno jak miliardy innych gwiazd razem wziętych. Z Ziemi można zaobserwować wtedy przez kilka tygodni powstającą na niebie w zaledwie kilka minut nową gwiazdę, jej światło jest tak jasne, że mamy możliwość zobaczenia jej w dzień.
Co ciekawe, emitowanie energii supernowej w ciągu dnia jest porównywalne z energią wytworzoną przez Słońce w ciągu miliarda lat.
Jak często występuje supernowa? Otóż w naszej Galaktyce supernowe zdarzają się rzadko. Dotąd zarejestrowano 7 takich przypadków: 185r., 394r., 1006r., 1054r., 1181r., 1572r., 1604r. Ostatnią supernową obserwował i opisał niemiecki astronom Johannes Kepler w 1604r, od tamtej pory nie zaobserwowano takiej, supernowa występuje średnio co 300 lat, bardzo prawdopodobne, iż wkrótce nastąpi kolejny wybuch takiej gwiazdy.

środa, 3 marca 2010

Technika elektrolityczna w starożytności?

Kolejną z niewyjaśnionych zagadek naszych czasów jest bateria z Bagdadu znaleziona w ruinach osiedla sprzed 2 tys. lat. Jest ona bliska tego typu współczesnym urządzeniom, które służą do gromadzenia energii elektrycznej.
Została odkryta w 1936r. i składała się z glinianego naczynia podobnego do wazy,w którego środku spoczywał dziesięciocentymetrowy cylinderek zrobiony z 60% cynku. Na dolnej końcówce cylinderka zamocowano izolując przy pomocy asfaltu miedzianą nakrętkę. Górna część baterii była zamknięta jakby asfaltowym czopem przez który przechodziła sztabka wykonana z żelaza. Stopień korozji na niej wskazuje na to iż była kiedyś używana jako elektroda. Potwierdził swoim badaniem W.F.Gray, że urządzenie to mogło służyć jako źródło prądu. Przypuszcza się, że jako elektrolitu używano octu lub kwasu cytrynowego.
Nie można niestety ustalić dokładnej daty znaleziska. Sceptycy tacy jak Gray twierdzą, że złotnicy z Bagdadu nadal lubują się w technice kąpieli elektrolitycznych i nadal posługują się techniką wynalezioną przed dwoma tysiącami lat. Inni twierdzą, że znalezisko to odnosi się do techniki, która rozwinęła się w Europie na przełomie XIX w. a później została przeniesiona na Bliski Wschód i została wyrzucona w ruinach i wykopana przypadkiem przez archeologów.

Zagadki płaskowyżu Nazca

Amerykański archeolog P.Kosok odkrył na płaskowyżu Nazca układ płytkich rowów. Miały około 40 cm długości i 30 cm szerokości. Scalały się jakby w sieć znaków niewiadomego przeznaczenia. Powszechnie uważano, że są to pozostałości po jakimś dawnym systemie nawadniającym. Kosok jednak oponował gdyż twierdził, że jest to absurdalna teoria gdyż linie te wiją się i przecinają w najmniej spodziewanych miejscach. Wpadł na pomysł więc by swoje znalezisko zbadać z powietrza. Okazało się, że jedne linie ciągną się wiele kilometrów inne natomiast tworzą jakby figury geometryczne takie jak : spirale, trójkąty, czworokąty, a nawet rysunki zwierząt : małpy, kolibra, orła, pająka. Wielkość niektórych figur plasowała się pomiędzy 100 a 200 metrów. Znaki te tworzyły rowki lub bruzdy prowadzące na obszary płaskie jak i na małe wzgórza.
 Dodatkowe badania wykazały również, że odstępy pomiędzy liniami są wykonane z dokładną precyzją. Nie można ustalić daty powstania tych linii jednak w ich pobliżu znaleziono skorupy ponad ćwierć miliona naczyń będących charakterystycznymi przedmiotami dla kultury Nazca, których wiek szacuje się na około 2 tys. lat. Krążą teorie i spekulacje, że owe linie są właśnie ich dziełem inni natomiast, że zbiegają się z ramami czasowymi charakterystycznymi dla architektury Egiptu czy Sumeru. Według najnowszych badań wiek rysunków szacuje się na 1000 do 3000 tys. lat. Kosak w swojej teorii głosi, że znaki te wskazywały na pozycję Słońca w czasie tzw. zimowego i letniego przesilenia dnia z nocą. Opierał to na podstawie największej figury w kształcie prostokąta, która wskazywała na tę część nieba, na której w okresie między 500, a 700 r. n.e. znajdowała się gromada gwiazd Plejady.
W związku z taką teorią uważano znaki z Nazca za największy kalendarz astronomiczny w dziejach ludzkości, którego prawdopodobne znaczenie było do celów magiczno - rytualnych. Inni badacze jak G. Hawkins uważają, że taki układ linii jest raczej przypadkowy i że raczej rysunki te były wyznacznikiem dla miejsca kultu.

Śmierć. Czy da się ją upozorować?

Badania dowodzą, że są ludzie, którzy potrafią pogrążyć siebie samych w tak zwanej pozornej śmierci. Dowodem na to jest fakir Haridas z Indii, którego złożono w takim stanie do ziemi na 40 dni. Na kilka dni przed próbą Haridas wziął środek przeczyszczający i żywił się tylko mlekiem. W dniu, w którym przyszło go zakopać połknął pas płótna długości 30 łokci i wyciągnął go z gardła w celu przeczyszczenia żołądka. Następnie po tym wykonał sobie coś w rodzaju lewatywy, zatkał swoje wszystkie otwory ciała woskiem i wcisnął język do gardła po czym skrzyżował ręce na piersi i pogrążył się we śnie. Potem Haridasa zawinięto w chustę złożono do skrzyni i zakopano na dziedzińcu pałacowym. Grobowiec ten był przez cały czas objęty ścisłą strażą. Po 40 dniach wyciągnięto jego ciało, które było sztywne jak martwe. Polano go ciepłą wodą, ciemię okładano gorącymi okładami z ciasta pszennego,a z nozdrzy i uszu wyciągnięto wosk, a z gardła język. Następnym krokiem do obudzenia fakira było natarcie jego powiek roztopionym masłem. Po czym powoli Haridas zaczął wracać do żywych.
Zjawisko to można wykonać koncentrując całą swoją uwagę nad danym narządem swojego ciała, a następnie wyobrażając sobie stopniową jego przemianę w działaniu jak : zwolnienie rytmu serca, prądów czynnościowych mózgu, zwiększenie elektrycznej odporności skóry itp. Każde zauważenie zmiany powoduje dalsze jej nasilenie się. Przykładem tego jest scena gdy bierzemy słuchawkę lekarską i wsłuchujemy się w rytm własnego serca i myślimy wówczas o jego zwolnieniu lub przyspieszeniu. Najmniejsza zmiana w tym czasie powoduje potęgowanie tego zjawiska.
Podobną reakcję zmiany ciągnącej za sobą rozwijanie się jej jest wywoływane przez urządzenie zwane "biofeedbackami" ,które wykorzystuje efekt skórno-galwaniczny czyli wyjaśniając - zjawisko opiera się na zmianie odporności elektrycznej skóry pod wpływem czynników emocjonalnych. Gdy wzrasta napięcie emocjonalne spada opór elektryczny,a przy relaksie psychicznym towarzyszy stopniowe zwiększanie się oporności skóry. Przyczyna tego zjawiska nie została jeszcze do końca wyjaśniona.

wtorek, 2 marca 2010

Zjawisko chemoluminescencji

W roku 1977 w okolicach Riazania przebiegał szlak szkoleniowy dla radzieckich samolotów wojskowych. Zauważono na ich trasie mknący szybko, eliptyczny kształt, którego część przednia oślepiająco świeciła, białym blaskiem, a jego pozostała część składała się jakby z iskrzących białych nici. Dziwny obiekt zbliżył się do samolotów, następnie przeszedł na ich kurs równolegle, w końcu zaczął się nagle oddalać ku górze. W miarę oddalania się jego blask zaczął gasnąć w kulminacji zaczął wyglądać jak jedna z gwiazd na niebie. Z chwilą pojawienia się niezidentyfikowanego obiektu latającego do momentu jego zniknięcia wszystkie radiostacje samolotów pracujące na tym terenie były sparaliżowane.
Podobną przygodę przeżyła załoga samolotu TU 134 podczas lotu nad Kustanajem. Z mieniącego się dysku nachylonego pod kątem 60-80 stopni, bił oślepiający snop światła. Za poruszającym się tym obiektem pozostał pas aury widoczny jeszcze po jego zniknięciu osiem minut.
Spotkania te i im podobne zakańczały się bez większych sensacji jednak dochodziło także do takich zdarzeń, gdy te obiekty zderzały się z samolotami po czym następował wybuch i pożar. Dr M.Dimitrjew twierdzi, że jest to zjawisko chemoluminescencji.
Podobno w atmosferze zawsze występują drobinki ozonu, tlenków azotu, związków organicznych czy wolnych jonów. Energia reakcji chemicznych powyższych związków zmienia się po części w kwanty światła w konsekwencji czego powietrze atmosferyczne świeci czego nie można dostrzec gołym okiem jednak można je zarejestrować przy pomocy fotopowielaczy. W momencie gdy następuje zagęszczenie tych aktywnych cząsteczek, wywołujących chemoluminescencję świecenie ich staję się tak silne, iż może dojść do tego, że przewyższy jaskrawość Słońca. Sfery, w których kumuluje się chemoluminescencja mają własne źródło energii chemicznej w konsekwencji czego mogą się poruszać, emitować fale radiowe, świecić, a nawet zakłócać działanie pokładowych urządzeń elektronicznych, radiowych, radarowych czy komputerów. Gdy dojdzie do wysokiej kumulacji cząsteczek stwarzają się warunki do reakcji łańcuchowych czego wynikiem mogą być wybuchy.
W szczególnych warunkach, których do końca nie można ustalić przy małej ruchliwości mas powietrza w stratosferze oraz przy długotrwałym działaniu promieni słonecznych powyższych cząsteczek chemicznych może powstać bardzo wiele. W tedy właśnie może dojść do tworzenia się niewielkich ilości sfer chemoluminescencji w stosunkowo małej przestrzeni. Każda z nich może samoczynnie wybuchnąć, a powstała reakcja łańcuchowa może prowadzić do kolosalnych eksplozji. Czas trwania takiego zjawiska jest tym dłuższy czym sfery są dalej od siebie oddalone. Z tego wynika, że czas takich wybuchów może być długi, a wywołane przez nie grzmoty są nieregularne. Ogniska tych wybuchów mogą się znajdować na dużej wysokości i odległości od brzegu, a mimo tego w wielu domach mogą drżeć szyby jak to miało niegdyś miejsce w rejonie Południowej Karoliny. Podejrzewano wówczas, że tajemnicze eksplozje są skutkiem przekroczenia przez eskadrę ciężkich samolotów bariery dźwięku. Wysunięto hipotezę, że te wybuchy są powodowane uwalniającymi się z dna oceanu bąblami metanu. Tymczasem jak twierdził M. Dimitrjew, przyczyną tych tajemniczych wydarzeń były reakcje łańcuchowe spowodowane przez sfery chemoluminescencji.

Tajemnicze miasto Tiahuanaco

Niedaleko stolicy Boliwii  La Paz w Ameryce Południowej znajdują się ruiny miasta Tiahuanaco uznawanego za pozostałości najstarszego miasta świata, którego data powstania nie została jeszcze ustalona.  Jeden z teoretyków co do historii tego miasta A.Poznansky twierdzi, że zostało ono założone przed 14 tysiącami lat, teoria ta jest oparta na fakcie, że Tiahuanaco leżało kiedyś nad brzegiem jeziora Titicaca, gdyż w ruinach znaleziono pozostałości po faunie i florze tego jeziora. Obecnie są to jedynie tylko szczątki porozrzucanych olbrzymich kamiennych bloków. Hiszpańscy kolonizatorzy traktowali to jako kamieniołomy będące wspaniałym materiałem do budowy kościołów i pałaców w La Paz. Większość z tych budowli właśnie w tak bezmyślny sposób została zniszczona. Słynna Brama Słońca jest największym wyciosanym z kamienia monolitem świata. Składa się z jednego bloku - 3 metry długości i 2 szerokości będący według Poznanskyego tajemniczym astrologicznym kalendarzem. Z tym stwierdzeniem zgadza się także wielu innych naukowców, którzy rozpoznają na Bramie rzeźby, które obrazują kalendarz ułożony według astronomicznego roku obiegu planety Wenus dokoła Słońca. W Tiahuanaco występują również rysunki istot z czterema palcami, których wieku nie dało się określić. Żaden z ludzi z jakichkolwiek epok nie widział bowiem miasta inaczej niż my współcześni czyli w ruinach. Dzięki pracą archeologicznym ustalono, że na tym terenie istniało pięć występujących po sobie kultur. Przyjęto również, że najstarsze budowle pochodzą od 200r. p.n.e. do 200r. n.e. Zdaniem archeologów rozbudowa tego miasta była aż do roku 1000 po czym z niewyjaśnionych okoliczności została przerwana.
Wyniki badań naukowych nie pokrywają się więc z tezami i domysłami Poznanskyego. Jeszcze nie zostało wyjaśnionych wiele zagadek takich jak związek ruin w Tiahuanaco z kulturą Morza Śródziemnomorskiego.

poniedziałek, 1 marca 2010

Zaginiony kontynet Mu

Legenda kontynentu Mu jest kolejną zagadką z niewyjaśnionych zjawisk naszego świata. Mówi się, że owy kontynent spoczywał na Oceanie Spokojnym, którego centrum było nieco na południe równika.
W 1886 r. angielski pułkownik J.Chuchward przebywając w Indiach odkrył stare gliniane tabliczki, które były zlepkiem dziwnych znaków i rzeźb. Usłyszał w tedy od jednego z miejscowych mnichów, że są to pozostałości po "Naacalsach" czyli Wielkich Braci (coś na podobieństwo świętych w religii buddyjskiej) czyli zaginionej cywilizacji, żyjącej przed kilkunastoma tysiącami lat na  nieistniejącym już współcześnie kontynencie Mu. Badacz ogłosił, że odczytał tajemnicze znaki na glinianych tabliczkach. które były opisem stworzenia naszej planety  i pojawienia się człowieka. Opisywały również historię zagładę tego starożytnego kontynentu Mu. Amerykański uczony W.Nivena na terenie Meksyku odkrył kamienne tabliczki i fragmenty murów, pokryte znakami podobnymi do znaków znalezionych przez Chuchwarda. Kilkadziesiąt lat po tych dwóch odkryciach na Wyspie Wielkanocnej odnaleziono podobne znaki. Według Chuchwarda kontynent Mu odszedł w niepamięć przez katastrofalne trzęsienie Ziemi, które pochowało pod Pacyfikiem około 60 milionów ludzi zamieszkujących ten kontynent. Pozostałościami po nim są wyspy takie jak : Wielkanocna, Tahiti, Samoa, Cooka, Marshalla, Gilberta, Karoliny czy nawet  Hawaje. Niektóre z przesłanek Chuchwarda są prawdopodobne gdyż mieszkańcy tych wysp powinni mieć ze sobą bardzo ograniczony kontakt ze względu na prymitywne łodzie uniemożliwiające poruszanie się po tak ogromnym oceanie,a mimo to mieli bardzo powiązane ze sobą wierzenia, języki i zwyczaje.
Ciekawym jest przypadek pochodzenia aryjskiego zarówno mieszkańców Jeso w północnej Japoni i Ainów w  południowej części Sachalinu. Mówi się więc o fakcie istnienia rasy we wschodniej Azji bardzo podobnej do rasy zachodniej. Być może są to potomkowie jakiegoś nieznanego naszej historii ludu.

Kamienie z ICA



W południowym Peru w pobliżu miasta Ica wykopano kamienie ukazujące tajemnicze rysunki. Wielu naukowców nazywa to odkrycie potocznie kamienną biblioteką. Niektóre z kamieni przedstawiały postacie zwierząt, które nie istniały na Ziemi od milionów lat jak: dinozaury, brontozaury czy stegozaury(wątpliwe jest przecież istnienie człowieka w tych czasach). Inne przedstawiały sceny z polowań na te wymarłe gady ukazując ludzi, którzy używali takich przedmiotów jak: strzały, siekiery czy noże. Dodatkowym zaskoczeniem jest to, że są rysunki ukazujące gatunki zwierząt, które powstały na naszej planecie o wiele później. Gdyby tego jeszcze było mało to większą niespodzianką  dla naukowców było odnalezienie takich kamieni, które przedstawiają ludzi posługujących się lupami, teleskopami przy pomocy, których obserwowali niebo. Z dwóch największych kamieni można odczytać wygląd współczesnego im świata mianowicie wyobrażają one wielki ocean, otoczony górami lub rzeką, na którym spoczywają cztery kontynenty.
Inne kamienie są jeszcze dziwniejsze. Z ich rysunków można by było się pokusić o tezę istnienia jakiejś bardzo wysoko rozwiniętej cywilizacji szczególnie w dziedzinie medycyny, gdyż przedstawiają np. transfuzję krwi, cesarskie cięcie, przeszczepy serca i nerek, a nawet transplantację mózgu.
Istnieje wiele hipotez na temat pochodzenia tego znaleziska. Jedna z nich mówi, że kamienie te mają wiele milionów lat lecz nie mogą one mieć więcej niż 50 tys. bo gdyby były starsze powierzchnia ich uległaby całkowitemu zniszczeniu.

Istnieją dwa fronty co do pochodzenia kamieni jedni mówią, że są fałszywe i zrobione przez okolicznych mieszkańców dla pozyskania turystów, gdyż w Peru wieśniacy sami rozkradają zabytki i robią własnoręczne podróbki kamiennej biblioteki lecz drugi front obstaje przy tym, że są także kamienie prawdziwe, które można odróżnić od tych fałszywych i właśnie gdyby je można było zebrać wszystkie to przedstawiłyby  historię wymarłego, nieznanego nam ludu.